2017/01/22

dziś jest bardzo dobry dzień

stało się dziś coś zupełnie niezwykłego, i nawet nie chodzi o to, że po trzech tygodniach największej zwały w życiu nastąpił pierwszy dobry dzień. dziś też ścięłam włosy. co prawda nie jest to dla mnie wydarzenie zupełnie zwykłe, bo ścinam włosy rzadko, ale znów - nie o sam fakt postrzyżyn chodzi. dziś zorientowałam się, że niemal dokładnie sześć lat (czyli sześć lat i pół dnia) temu zrobiłam dokładnie to samo; wtedy po raz pierwszy, i do dziś rana - ostatni. zaplotłam bardzo długie włosy w trzy (a wtedy w cztery) warkocze i CIACH, ojebałam najsiermiężniej jak świat widział, i byłam z tego dumna, bo tu nie chodzi o efekt, tu chodzi o e x p e r i e n c e

tym, którzy nie wiedzą, należy się wyjaśnienie: moje włosy są moim bardzo ważnym atrybutem, mają całkiem liczne grono fanów, którzy chwalą mnie za ich jakość. z tym, że jakość moich włosów to po prostu kwestia genów, więc dlaczego mnie za to chwalić? trochę robi mi się miło, a trochę mnie to wkurwia, bo w końcu zaczynam sobie myśleć, że najlepsze co mam wcale nie zależy ode mnie i w dodatku jest to jakaś fizyczna cecha. w takich momentach mam ochotę się jej pozbyć, żeby wydawać się bardziej inteligentną i ciekawą osobą, a nie posiadaczką własnych włosów, które poza tym przyciągają mężczyzn, których nie chcę przyciągać (włosami).

to prowadzi do buntowniczych decycji, jak ta dzisiejsza. tylko jak to możliwe, że ostatnia taka miała miejsce dokładnie sześć lat temu? jak dziwne i nieprzypadkowe są kosmiczne wyroki? co będzie za kolejnych sześć lat? nie wiem. tutaj załączam dokumentację fotograficzną.

so, are you experienced?
have you ever been experienced?